Zyski w oderwaniu od giełdowej koniunktury, czyli absolutna stopa zwrotu a nasza intuicja – część II

W poprzednim artykule pisaliśmy o tym, że fundusze z kategorii absolutnej stopy zwrotu wykorzystują różnice jakie tworzą się pomiędzy poszczególnymi indeksami giełdowymi. Takie działanie pozwala uniezależnić się od trendu, z którym powiązani są inwestorzy korzystający pasywnie z funduszy akcji.

Jeśli nasz znajomy określi swój horyzont inwestycyjny na dwa lata, ulokuje pieniądze w funduszu agresywnym a następnie zapyta nas czy dobrze zrobił, to co mu odpowiemy? Kto z nas potrafi ocenić jaki będzie poziom indeksów giełdowych za dwa lata?

Sytuacja przypomina kasyno. Równie dobrze znajomy mógłby obstawić kolor czerwony na kole rulety a następnie zapytać nas czy dobrze zrobił. Odpowiemy mu ale w chwili kiedy kulka wpadnie do określonego przedziału.

Ale jest inna metoda, trudniejsza technicznie, ale możliwa. Jeśli nasz kolega często bywa w kasynie, jeśli zna innych graczy, zna ich słabe i mocne strony, wie komu sprzyja szczęści a kto niemal zawsze wychodzi z pustym portfelem, to polecimy mu inwestycję opartą na zakładzie.

Zakład może mieć prostą konstrukcje. Wybrana przez znajomego osoba albo grupa osób – nazwijmy ją „zespołem 1” uzyska lepszy wynik finansowy od  „zespołu 2” (oczywiście zespół nr 2 również typuje nasz znajomy).

To trochę tak jakby nauczyciel wychowania fizycznego, znając umiejętności piłkarskie uczniów, podzielił drużyny tak, aby jeden ze zespołów miał większy potencjał a następnie założył się o wynik meczu. Oczywiście nie ma 100% pewności, że wytypowana drużyna wygra, ale szanse są duże.

Wygrywam zakład jeśli zespół nr 1 zarobi więcej (lub straci mniej). Mój zysk to różnica pomiędzy wynikiem finansowym zespołu 1 a wynikiem finansowym zespołu 2.

Dla przykładu: zespół nr 1 zarobił w kasynie 15 000 zł, a zysk zespołu nr 2 to 12 000 zł. Różnica 3000 zł, po potrąceniu kosztów zawarcia zakładu, trafia do mnie.

W odwrotnym przypadku tracę 3000 zł.

To podejście zmienia zasadniczo kilka kwestii:

Jeśli  potrafimy ocenić umiejętności poszczególnych graczy, jest duża szansa, że wygramy zakład, a nasz inwestycja staje się mniej losowa niż w przypadku obstawienie konkretnego zdarzenia np.: koloru, czy wartości indeksu za dwa lata.

„Uniezależnienie od koniunktury”. Nie ma znaczenia czy nasi zawodnicy z poszczególnych zespołów zarobią czy stracą. Zarabiamy w „każdych warunkach rynkowych”, oczywiście jeśli dobrze wytypujemy dobry zespół.

Załóżmy, że „wszystkim idzie źle”. Zespół 1 zakończył dzień ze stratą 20 tys. Zespół 2 zakończył dzień ze stratą 30 tys. Mimo to zespół 1 uzyskał lepszy wynik finansowy. Lepszy o 10 tys zł. („lepszy” oznacza w tym wypadku mniejszy dług). Zarabiamy 10 tys., w sytuacji kiedy każda grupa poniosła stratę.

Jeśli zawieramy wiele zakładów, nie musimy każdego z nich wygrać, wystarczy, że częściej mamy rację.  W takiej sytuacji  stopniowo będziemy podnosić wartość naszego portfela.

W 2015 roku indeks WIG30 (30 największych spółek) stracił ponad 16%. Ale mówiąc, że indeks stracił używam ogromnego uogólnienia. Przecież to nie znaczy, że każda spółka straciła 16%. W rzeczywistości spółki wchodzące w skład indeksu zachowywały się bardzo różnie, a wynik jest efektem uśrednienia.

Moje pytanie jest więc takie. Czy w tym czasie można było zarobić na różnicy w wycenie? Czy spółki wchodzące w skład indeksu, a jest ich trzydzieści, różniły się miedzy sobą w wycenie? Jeśli nie, jeśli wszystkie zachowywały się w sposób zbliżony, to nasza metoda nie zadziała.

Można to porównać do sytuacji w kasynie, kiedy  oba zespołu zarabiają lub tracą bardzo podobne kwoty, wtedy nasze bardzo małe zyski (małe różnice) nie starczą na pokrycie kosztów zakładu.

Wróćmy do pytania. Czy w roku 2015, kiedy cały indeks stracił 16%, kiedy stracili uczestnicy funduszy akcyjnych opartych o ten indeks, można było zarobić na różnicy w wycenie?

Okazuje się, że tak. W indeksie WIG 30  dziesięć spółek zarobiło a ich średni zysk wyniósł 31,8%. Dwadzieścia spółek uległo przecenie a ich średni strata wyniosła -26,2%. Różnica wyniku mierzona średnią pomiędzy tymi grupami wyniosła prawie 60%.

Gdybyśmy postąpili podobnie jak w kasynie i wytypowali spółki lepsze i spółki gorsze, to w idealnej sytuacji nasz zysk wyniósłby 60%.

To oczywiście sytuacja niemożliwa, napisałem ten przykład aby pokazać, że w momencie w którym indeks przecenia się o 16% istnieje możliwość zarobienia 60%. W rzeczywistości nikt nie jest w stanie z taką dokładnością wytypować spółek lepszych i gorszych, kolejny aspekt to koszty transakcji, kwestie techniczne (nie każdy „zakład” jest możliwy) itd…

Z tego powodu żaden fundusz absolutnej stopy zwrotu, oparty o ten „mechanizm”, nie zarobił w 2015 roku 60%, ale powiedzmy sobie szczerze, gdyby fundusze uzyskały 12% albo nawet 6% zysku w momencie kiedy cały indeks zanotował sporą stratę to i tak bylibyśmy zadowoleni.

Jeśli skorzystamy z kilku indeksów, te różnice mogą być jeszcze większe. W 2015 roku spółki z indeksu WIG20 i mWIG40 stworzyły bardzo dogodne warunki dla strategii wykorzystującej różnice w wycenach. Dziesięć  najlepszych  spółek z obu indeksów uzyskało średnia stopę zwrotu +66%. 10 najgorszych -44%. Różnica pomiędzy nimi to 110%. Wykorzystanie nawet małego fragmentu tej różnicy pozwoliłoby odnieść sukces. Dla przypomnienia indeks WIG 20 stracił w 2015 roku prawie 20%.

Mechanizm pozwalający na zarabianiu na różnicy w wycenie  opisywaliśmy ze szczegółami w poprzednich artykułach, ale z pewnością przypomnimy go jeszcze raz w kolejnych artykułach.

Your email address will not be published.

Scroll to Top